ZONTES 125 GK – Pomyliłem się!

Pamiętasz mój test Zontesa G1 zatytułowany „Japończyk nie ma sensu”? Otóż myliłem się.  To chińskie motocykle trochę nie mają sensu, czego teoretycznie najlepszym przykładem jest prezentowany dziś Zontes 125 GK, który jest niemal identyczny ze wspomnianym G1, a kosztuje 500 złotych więcej. Bez sensu prawda? Ale pojawia się w pewnym momencie paradoks. Bo okazuje się nie tylko lepiej wyposażonym, ale też całkiem innym motocyklem, który nie wiedzieć jak – pozbywa się chyba wszystkich wad Zontesa G1, ale dokładając też swoje. Czy są one jednak na tyle wyraźne, żeby skreślić go z listy polecanych przez kanał 2love2ride? Przekonaj się o tym sam, zapraszam na test.

 Jak wspomniałem wcześniej, zanim bliżej poznałem Zontesa 125 GK, nie do końca widziałem sens istnienia tej odmiany. Mamy przecież wspomniany model G1, który jest niemalże identycznym motocyklem, zarówno pod względem wyglądu jak i parametrów technicznych. Testowany GK jest jednak od odmiany na kołach szprychowych droższy o 500 złotych (kosztuje 17.999 złotych) i za tę kwotę oferuje dodatkowo system bezkluczykowy, elektrycznie otwieraną kanapę i wlew paliwa oraz kilka zmian stylistycznych w postaci zmodyfikowanej kanapy czy osłony przedniej tarczy hamulcowej. Jeśli nie chcesz przepłacać za dodatki, a wciąż rozkoszować się posiadaniem ciekawego, blisko 15-konnego neo-scramblera – bo tak chyba można sklasyfikować te motocykle – za kwotę o 2000 złotych niższą możesz wybrać G-jedynkę na kołach aluminiowych. Czy więc Zontes 125 GK jest w lineupie Zontesa z góry skazany na porażkę?

Otóż nie. Bo jakimś absolutnie dziwnym trafem jest zupełnie innym motocyklem od serii G1, zachowując jednocześnie wszystkie jej zalety. Począwszy od designu, który cieszy oko i sprawia, że na każdym detalu skupiasz się dłuższą chwilę. Czy jest to świetnie zaprojektowany przedni reflektor z tym takim wystającym elementem z napisem ZONTES, czy jest to równie ciekawa tylna lampa – wszystko w LED-ach, żeby nie było – czy jest to oryginalny krótki tłumik, czy wreszcie same felgi, które mają na zewnątrz zaplatane szprychy, dzięki czemu do 17-calowych opon nie trzeba było wsadzać dętek. Podoba mi się nawet ta oryginalna osłona przedniej tarczy hamulcowej, która jak w prawdziwym motocyklu terenowym ma ją chronić przed uszkodzeniami od kamieni. Ot, taki bajer. Wszystko jest spójne stylistycznie i bardzo dobrze spasowane, co do niedawna było domeną tylko motocykli japońskich czy europejskich, a tu Zontes pokazuje, że Chińczycy mogą już grać w tej samej lidze.

 Bajerami na pewno nie są charakterystyczne gmole z crashpadami, które skutecznie ochronią Ciebie i Twój motocykl przed uszkodzeniami podczas paciaka. Natomiast, żeby ochronić Twoje dłonie – nie tylko przed kamieniami, ale i przed chłodem – na kierownicy zamontowano takie kły, do których spokojnie można przykręcić handbary. Detal, a cieszy. Cieszy też kierownica, w jaki sposób jest zaprojektowana, jak są wykonane przełączniki i jak się je obsługuje. Cieszą również regulowane manetki sprzęgła i przedniego hamulca, co wciąż nie jest oczywistą oczywistością w motocyklach, zwłaszcza o pojemności 125 ccm. W Zontesie nie ma czarnej magii, wszystko jest czytelne, nawet mamy pstryczek włączający podświetlenie włączników. Zaraz obok tego pstryczka dwie nowości GK względem G1 – przyciski do elektrycznego otwierania wlewu paliwa oraz klapy, a także włącznik zapłonu. Bo tak, Zontes 125 GK wyposażono w system bezkluczykowy. Dostajemy kluczyk – taką niewielką pestkę, którą można umieścić w opasce do smartwatcha Mi Band. Jak nie masz takiej opaski, to wsadzasz nadajnik do kieszeni i za pomocą przycisku na manetce odblokowujesz zapłon. Działa to zaskakująco sprawnie, Zontesa odpalasz bezproblemowo, gasisz kill-switchem, a motocykl przy tym wszystkim radośnie pika i miga światłami awaryjnymi.

 Wróćmy do wyświetlacza. To klasyczny ekran LCD, który jest duży, czytelny i tak naprawdę pokazuje wszystko, co trzeba – od prędkości i obrotów, przez przejechany dystans i poziom paliwa, po wskazania ciśnienia w oponach oraz średnie i chwilowe spalanie. Nie podoba mi się tylko to, że w nocy jest za jasny, jego grafika nie zmienia się na czarną, a jedynie nieco przyciemnia przy włączeniu podświetlenia przełączników na kierownicy. Co ciekawe, najnowszy cruiser w gamie Zontesa – 125 C2 – dostał w 2025 roku nowy, kolorowy ekran TFT. Może GK w tym roku też doczeka się takiego…

 Jak doskonale pamiętacie, chciałem zabić projektanta Zontesa G1 za karygodne umieszczenie złącza USB, które schował pod prawą osłoną silnika – głęboko i niewygodnie. Czy coś się zmieniło w tej kwestii w 125 GK? Paradoksalnie tak! Co prawda umiejscowienie wciąż jest to samo, ale w tym modelu – a przynajmniej w testowanym egzemplarzu, choć liczę, że jednak w całej serii GK – port USB jest bliżej otworu w owiewce i jednocześnie znacznie łatwiej dostępny. Tutaj bez problemu nie tylko zdejmiemy kapturek chroniący złącza, ale też łatwo wsadzimy kabel. Choć dalej tam w te wtyczki leci syf i wilgoć z drogi… No nie można mieć wszystkiego.

 Wróćmy jeszcze na chwilę do pozycji za kierownicą Zontesa 125 GK. Przede wszystkim w stosunku do modelu G1 dostał on zupełnie inną kanapę. W przedniej części dość mocno nachodzi na zmniejszony z 20 do 17 litrów zbiornik paliwa, jest nieco przesunięta bardziej do tyłu, a także inaczej wyprofilowana również w tylnej części, gdzie występuje podniesienie dla pasażera. Co bardzo ważne, jest ona znacznie bardziej komfortowa i powoduje, że na GK siedzi się jak na zupełnie innym motocyklu niż G1, a teoretycznie to przecież ta sama maszyna. Warto odnotować fakt zupełnie bezużyteczny – wysokość kanapy spadła z 795 do 790 mm. 5 mm nie zmienia tu nic, ale pozycja jest naprawdę odmienna, na GK podróżowało mi się bardzo wygodnie, a boleści czterech liter nie doskwierały nawet podczas dłuższych, choć w tych warunkach pogodowych wyjątkowo nielicznych podróży podczas testu. Nie zmienił się fakt, że na tym motocyklu wygodnie i bezpiecznie odnajdzie się zarówno motocyklista o wzroście 170 jak i 185 cm. Więcej chyba raczej nie, bo już z nogami może być ciasno. Ale nawet mając te 185 cm wzrostu nie będziesz wyglądał jak na kocie, bo przypominam – tu za bazę techniczną służy dorosły Zontes 350 GK.

 Przynajmniej jeśli chodzi o ramę i zawieszenie, bo w Zontesie 125 GK pracuje chłodzony cieczą silnik o pojemności niecałych 125 ccm, który jest uważany za jeden z najbardziej żwawych w swojej kategorii. Osiąga 14,7 KM (11 kW), co jest niemalże maksimum na jakie pozwalają polskie przepisy, a także bardzo zacny moment obrotowy na poziomie 13 Nm osiąganych przy 7000 obrotach na minutę. Może 1-cylindrowy motor nie robi dobrego wrażenia po uruchomieniu, bo odgłos pracy wydobywający się z tego fajnego, krótkiego tłumiczka, jest delikatnie mówiąc kiepski,  jednak gdy już ruszymy i Zontes zacznie nabierać prędkości, dźwięk staje się znacznie przyjemniejszy, zwłaszcza w średnim zakresie obrotów, gdy mocno odkręcisz manetkę. A muszę przyznać, że silnik bardzo chętnie reaguje na zmianę jej położenia i mimo że 125 GK waży 160 kg, motocykl jest naprawdę żwawy i dość szybko na liczniku możesz zobaczyć prędkości 3-cyfrowe.

 Duża zasługa w tym naprawdę świetnie zestopniowanej, 6-biegowej skrzyni, której przełożenia wchodzą przyjemnie i precyzyjnie. Co ważne, ostatni bieg wcale nie jest nadbiegiem, który służy do zamulania, a znakomicie nadaje się do jazdy po drogach szybkiego ruchu, gdzie Zontes spokojnie trzyma prędkość 100 km/h, a przy sprzyjających warunkach przekroczy liczbę 120. Przekłamanie licznika wynosi ok. 10%, więc bez problemu możemy mówić o prędkości przelotowej na poziomie GPS-owych 90 czy nawet 100 km/h. Jak na 125 jest naprawdę nieźle, zwłaszcza że ridera nie chroni tu żadna szybka i cały wiatr przyjmujesz na klatę i kask. I, co ważne, nie masz wtedy wrażenia katowania maszyny i jazdy na odcince.

 Oczywiście można też jeździć wolniej i to nie tylko po prostej, ale też po zakrętach. Zontes 125 GK składa się bardzo przyjemnie, jest bezpieczny w prowadzeniu i trudno tu nawet mieć jakieś wątpliwości do seryjnych, dualowych opon, których kostka na pierwszy rzut oka nie zachęca do asfaltowych szaleństw. Oczywiście, musisz mieć na uwadze, że na śliskiej nawierzchni motocykl będzie wymagał od Ciebie większego skupienia i lepszej oceny przyczepności opon do asfaltu, ale jak to mówię – wszystko w granicach rozsądku. Jak będzie „za grubo”, mogą Cię uratować bardzo dobre hamulce (zwłaszcza tylny, który w większości motocykli jest zazwyczaj spowalniaczem) oraz seryjny system ABS.

Wiele osób uważa jednak, że żywiołem 125-tek jest miasto. Trudno się nie zgodzić z nimi, bo te motocykle nie przerażają ani gabarytami, ani wagą, można śmiało nimi śmigać między samochodami, a i przyspieszenie tych mocniejszych modeli spowoduje, że nie zamulisz na światłach. I tak też jest z Zontesem 125 GK, który w takim mieście jak Kraków czuje się jak ryba w wodzie. Jest lekki w prowadzeniu, zwinny, ładnie mu wychodzi filtrowanie ruchu, a lusterka boczne nie przeszkadzają w przeciskaniu się między samochodami, a jednocześnie dają zaskakująco wystarczający obraz tego, co dzieje się za motocyklem. Oczywiście przy okazji od razu porównam G1 do GK. Dlaczego? Narzekałem w teście tego pierwszego, że był twardy i mało komfortowy na miejskich dziurach i progach. GK okazuje się jego luksusową wersją, i to w pełnym znaczeniu tego słowa. Motocykl płynie po miejskich ulicach, szanuje Twój kręgosłup na dziurach, ale kiedy trzeba, jest wystarczająco pewny na ostrzejszych winklach.

 Tę charakterystykę postanowiłem sprawdzić również w podmiejskim offroadzie, gdzie G-jedynka trochę mnie zawiodła. Tu Zontes 125 GK jakby odnajduje swój drugi charakter, staje się faktycznie takim scramblerem, który został stworzony i na asfalt i do błota. No wiem, z tym błotem nie przesadzajmy, bo to nie motocykl adventure, ale wilgotne, podmiejskie ścieżki na tych oponach CST pokonywał zaskakująco dzielnie. Kilka razy zwolniłem i zacisnąłem mocniej poślady kiedy czułem, że tył mi odjeżdża, ale motocykl był łatwy do opanowania i dał radę nawet podczas przejazdu przez strumyk. Zresztą uznanie w oczach motocyklisty – sądząc po barwach zapewne zawodnika fabrycznego teamu KTM – było bezcenne i poczułem szacun w powietrzu…

 Żarty żartami, ale Zontes 125 GK to naprawdę dobry motocykl. Ma wszystko to, czego wymagałbym od dobrej 125-tki – świetny design, wygodną kanapę, fajne wyposażenie i przede wszystkim mocny silnik, który daje radę w każdej sytuacji. Z tym wszystkim bardzo dobrze gra zawieszenie i skrzynia biegów, a do tego nie zużywa więcej paliwa niż 2,5 l/100 km. Jeśli uważasz jednak, że prawie 18.000 złotych za Chińczyka do absurd, nie będę na siłę Cię przekonywał do tego Zontesa. Wolisz dołożyć kolejne 4-6 tysięcy złotych i kupić Hondę czy Yamahę? Droga wolna, Twoje konto, rób z nim co chcesz. Ja tylko mogę Ci zasugerować, że może chociażby warto przejść się do salonu, gdzie stoją Zontesy, obejrzeć, pomacać, usiąść na kanapie, przejechać się. Bo może stwierdzisz, że wcale nie widać, że ktoś tu w Zontesie oszczędzał… A skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać?

 Jeszcze większą różnicę zobaczysz na rynku wtórnym, jeśli na przykład szukasz fajnej maszyny 125. Zobacz na model GK – 2-3 letni motocykl kupisz w cenie 6-7 letniej Japonii. I tu zaczyna się w zakupie chińskiego motocykla robić więcej sensu niż bezsensu.

Najnowsze Wpisy na Blogu

MazMoto.pl

MazMoto.pl

Mazmoto.pl to dla mnie coś więcej niż zwykła szkoła jazdy. To miejsce, w którym pasja do motocykli spotyka się z ogromnym doświadczeniem i spokojnym podejściem do nauki. Właśnie tu zaczęłam swój kurs na kategorię A i już od początkowych zajęć wiedziałam, że to była...

czytaj dalej